środa, 22 marca 2017

Z motyką na słońce

Strasznie dawno mnie tu nie było, już dawno chciałam zlikwidować bloga ale jakoś tak nie miałam sumienia. Moje niepisanie wiąże się głównie z brakiem czasu. Musze przyznać, że porwałam się trochę z motyką na słońce...dom - praca - szkoła - dziecko z ZA to trochę za wiele. Zawsze byłam perfekcjonistką, jak coś robię to na 200% a teraz czuję, że zawsze coś jest zaniedbane, każdą wolną chwilę poświęcam Małej ale czuję, że i tak ją zaniedbuje. Jest duże prawdopodobieństwo, że spełni się moje przeczucie i Młoda będzie miała diagnozę zespół aspergera, jesteśmy w trakcie diagnozy jeszcze ale wszystko na to wskazuje. M. rozwija się świetnie pod pewnymi względami, pod pewnymi jednak dość mocno odstaje od rówieśników. Mimo wszystko postępy są ogromne, jednak czekam na ostateczną diagnozę bo wtedy też dobierzemy nowa terapię, bardziej dopasowaną pod nią. Coraz częściej myślę nad rezygnacją z pracy lub przejściu na urlop wychowawczy, wszystko jednak wiąże się z pieniędzmi. Na terapię, lekarzy potrzeba kasy...może jak uda nam się uzyskać orzeczenie o niepełnosprawności będzie troszkę lżej no ale każdy kto choruje wie, że aby chorować to trzeba mieć kasę i ....zdrowie.

W pracy jakoś idzie, dogadałyśmy się na swój sposób i zgrałyśmy. Jednak jest to praca z ludźmi, których najnormalniej w świecie czasami mam dość, no ale to chyba każdy z nas przechodzi.

W szkole, fajnie. Idzie mi całkiem nieźle, chociaż stwierdzam, że te 10 lat prędzej byłoby mi dużo łatwiej i miałam więcej wolnego czasu, teraz cierpię na chroniczny brak czasu. Młoda jest na tyle absorbująca, że dopóki nie zaśnie nie ma szans aby coś do szkoły porobić, ja wieczorem też już padam na pysk więc wstaję o 4 rano aby się przed pracą trochę pouczyć, albo coś popisać, no ale mam co chciałam. Cały czas mówię sobie, że robię to przede wszystkim dla siebie aby zabezpieczyć swoją i młodej przyszłość.

Co do drugiego dziecka, nie mam sił...ale mam też świadomość, że M. potrzebuje opieki i co będzie jak kiedyś zabraknie nas...rozważamy kolejną adopcję ale teraz zdrowego dziecka, bez obciążonego wywiadu...może tak nie powinno się myśleć i obciążać już na starcie tego drugiego dziecka kłopotami ale może M. będzie całkiem dobrze radziła sobie w życiu niemniej jednak fajnie jest mieć kogoś komu można zaufać i poprosić o pomoc.

Uff nawet nie wiedziałam, że tak potrzebowałam wyrzucić pewne sprawy.

wtorek, 25 października 2016

Kiedyś nadeszło

Wiele razy chciałam coś napisać ale po kilku zdaniach nie potrafiłam napisać nic sensownego. Dość sporo się wydarzyło i powinnam pisać jak szalona a tu jakaś blokada słowna.
Bardzo Was przepraszam, że nie pisałam a;e byłam na życiowym zakręcie. Przez jakiś czas wchodziłam na Wasze blogi, do niektórych widzę nie mam już dostępu a szkoda, bo ciekawa jestem co u Was słychać, jak postępy u dzieciaczków.
U nas cóż różnie, raz lepiej raz gorzej ale już więcej rzeczy jest optymistycznych. 

Po pierwsze ja i moja praca...to temat rzeka. Jakoś z moją nową koleżanką się docieramy, nie powiem żeby była orłem, ciężko u niej z wiedzą ale co powiem to robi no i nie ukrywam jest mi lżej. Jest tylko jedno "ale" chce zająć moje miejsce...chciałby być "mną" i to niestety mnie denerwuje. Naszych klientów też to drażni, bo ona bardzo mocno się narzuca, wyrywa a nie każdy coś takiego lubi. Myli się dość sporo a tu chodzi o kasę więc czasami bywa nieprzyjemnie.
Przyjaźni z tego nie będzie ale koleżeństwo i owszem, bo jako kobieta jest równą babką.

Po drugie ja...w końcu postanowiłam zrobić coś dla siebie i zapisałam się na studia, nie jest to szczyt moich marzeń no ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Narazie czuję się trochę nie na miejscu ale to początek, może z czasem poczuje się tam swobodnie. Studiuje socjologię, na ile mi się to przyda nie wiem.

Po trzecie młoda. Było ciężko, był taki okres kiedy myślałam sobie, czemu to ja zdecydowałam się an dziecko z obciążonym wywiadem., dlaczego to ja mam tak przechlapane, czy kiedyś będzie jeszcze "normalnie". A więc to kiedyś wreszcie nadeszło. Młoda uwielbia przedszkole, zrobiła ogromne postępy, wyprzedza w rozwoju swoich rówieśników, oczywiście ma słabsze strony - ponieważ kłopoty z opanowaniem emocji jeszcze są, ale jest o niebo lepiej. Dalej jeździmy na terapię, teraz raz w tygodniu po 1,5 godziny. Te zajęcia też lubi, co mnie bardzo cieszy bo nie muszę jej do niczego zmuszać. Minęła jej choroba lokomocyjna albo stres związany z czymś nowym, z czymś czego do końca nie jest pewna. Oczywiście w bardzo dalekie trasy jeszcze się nie wybieramy, ale teraz na swobodnie jeździmy na terapię czy w odwiedziny do kogoś. Dzieci się jej nie boją, chętnie bawią się w jej towarzystwie a niestety w zeszłym roku tu był problem, przez swoje niekontrolowane wybuchy emocji dzieci się jej bały i była wykluczona z grupy, zawsze sama gdzieś z boku. Uwielbia układać puzzle, może godzinami siedzieć i układać lub coś przyklejać bo teraz sporo bawimy się w wyklejanie czegoś. No i najważniejsze nocki są w zasadzie całkiem już przespane i to od dobrych 4-5 miesięcy. Tak więc jest czym się pochwalić. To czasami są bardzo drobne sprawy dla kogoś z boku ale dla mnie to tak jakbyśmy zdobyły najwyższy szczyt.

Będzie mi bardzo miło jak dalej będziecie do mnie zaglądać.
Pozdrawiam

czwartek, 12 maja 2016

Oaza spokoju

Witajcie po raz kolejny przepraszam Was za tak długie milczenie ale ponownie spowodowane to było brakiem czasu i ogromnym wręcz zmęczeniem.
Długo mnie nie było i nie wiem od czego zacząć, może od pracy. Nowa nawet nawet jakoś ciągnie chociaż ma bardzo brzydkie naleciałości i musi z tym walczyć...ma ogromną wadę pomimo tego, że nie zna jeszcze przepisów to kombinowania nie musi się uczyć tylko idzie jak burza...była o to mała wojna dostała ostrzeżenie od szefowej i zobaczymy ma jeszcze 4 miesiące aby się wykazać. Jako człowiek nie jest zła ale co mnie męczy bardzo się narzuca, chciałaby koniecznie abyśmy się zaprzyjaźniły a ja w tym względzie jestem ostrożna i tak naprawdę chyba nie potrzebuje takich znajomości, nie skreślam jej ale powiedziałam aby dała mi czasu, bo ja muszę człowieka najpierw poznać. W kwietniu do naszego zespołu dołączyła nowa stażystka, starsza ode mnie 4 lata ale to jest naprawdę fajna babka. Nadajemy na takich samych falach a poza tym ona jest chodzącym spokojem...jest spokojna, wyważona, nienarzucająca się...no prawie że ideał :)
500+ powoli opanowane i już widać koniec, jednak tym razem moje zdrowie troszkę ucierpiało, jestem zmęczona na maksa, ale jeszcze trochę i urlop.
Co w domu? w domu różnie. Mała chodzi do przedszkola, na terapię. Są dni kiedy i ona jest mega zmęczona. W tej chwili terapię mamy 3 razy w tygodniu - w poniedziałki i środy SI a w piątki logopeda i psycholog. Efekty widać ogromne, jednak z tymi emocjami jest różnie, nie może jeszcze sobie tego poukładać, to sprawie jej kłopot i widać jak samej jej przeszkadza. Panie w przedszkolu są w szoku jak duży zasób słów ma, ja mądrze buduje zdania, zadaje pytania, szczerze mówiąc czasami i mnie potrafi nieźle zaskoczyć. Lubi bliskość, uwielbia jak jesteśmy wszyscy razem w domu albo razem wychodzimy na dwór. Bardzo dużo urosła, każdy daje jej teraz 5 lat a ona ma niecałe 4. Będzie wysoką dziewczynką. Coraz bardziej doskwiera mi mieszkanie w mojej wiosce, jestem tym zmęczona, generalnie jestem zmęczona wszystkim i wszystkimi, chciałabym czasami zniknąć. Do urlopu jeszcze ponad 3 miesiące i mam wrażenie, że się nie doczekam.
W czerwcu mamy spotkanie rodzinek z OA chciałabym jechać ale mam  obawy co do zachowania młodej, ona często musi postawić na swoim a wtedy różnie się zachowuje, poza tym dla niej w dalszym ciągu nie istnieje słowo "nie" czy "nie wolno"...jak sobie z tym radzicie? jak udało się wam to wyegzekwować? 
No to tak z grubsza, już niestety moja chwila samotności się skończyła i skupienie gdzieś uciekło. Bardzo Wam dziękuję za troskę i to, że dalej do mnie zaglądacie.

piątek, 18 marca 2016

Szukamy diagnozy

Dawno nie pisałam bo nie mam na to czasu ani sił. Kilka razy zaczynałam coś pisać ale po kilku wyrazach nie wiedziałam co dalej, jak wyrazić to co chciałabym napisać.
Poprzedni tydzień troszkę odpoczywałam, bo byłam na L4. Miałam zapalenie krtani nie aż tak mocne ale lekarz zasugerował abym może sobie chwilkę odpoczęłam i szczerze mówiąc przyjęłam jego propozycję z błogosławieństwem. W pracy to szkoda gadać...jakaś nagonka na mnie..nawet nie mam siły o tym pisać.
Miedzy innymi dlatego też postanowiłam zadbać o orzeczenie o niepełnosprawności młodej, uważam że niestety musimy iść w kierunku diagnozy spektrum autyzmu, mi to bardziej podchodzi pod ZA, zobaczymy. Nie chciałam tego robić, ale jak popatrzyłam na ceny turnusów rehabilitacyjnych to szczęka mi opadła, dlatego też taka decyzja. Jednak nie tylko spędza mi sen z powiek...u młodej pojawiły się nowe zachowania nie do końca dobre, które jeśli nie znikną mogą sprowadzać na nas/nią problemy w szkole...po kolejne to trochę też podciągnę pod siebie, jakby młoda dostała orzeczenie uprawniające do śp to i ja byłabym spokojniejsza o naszą przyszłość bo nie zostalibyśmy jakby co bez środków do życia (chociaż opcja jest taka że jak M. dostanie takie orzeczenie to mój mąż rezygnuje z pracy i zostaje z młodą w domu już teraz). Nie wiem czy w przyszłości nie będziemy musieli korzystać ze szkoły z oddziałem integracyjnym - w naszej miejscowości takowej szkoły nie ma, więc znowu wiąże się to z większymi kosztami.
Przepraszam, że nie piszę nic do Was, czytam ale jestem tak totalnie psychicznie wyczerpana, że trudno napisać mi coś optymistycznego, podnoszącego na duchu.
W lipcu chcemy wybrać się na urlop i nad tym się teraz skupiam, szukam miejsca. Może Wy mi polecicie coś fajnego dla dorosłych i dzieci.
Pozdrawiam Was gorąco.

czwartek, 18 lutego 2016

Dalej jestem w czarnej d....

Dziękuję Wam za wsparcie i komentarze, bardzo cenię Wasze rady.
Póki co dalej jestem w czarnej d....e (swoją drogą nie wiem czemu czarna ;)) a nawet gorzej. W pracy miało się poprawić bo dzięki programowi 500+ miała dojść nowa osoba i trochę mnie jeszcze odciążyć...ale plany były fajne a wyszło jak zawsze. Konkurs (tylko to trudno nazwać konkursem) wygrała koleżanka szefowej, która szkołę skończyła 25 lat temu i nigdy w życiu jeszcze nie pracowała, do pomocy ona ma dostać młodziutką dziewczynę po szkole i to też ma być jej pierwsza praca i zamiast mi któraś pomóc to usłyszałam, że "liczę na panią pani M. że pomoże pani dziewczyną i bla bla bla..." nosz kurna jego mać...jak ja mam im pomóc jak ja swoje obrabiam tak aby wypchnąć już nawet bez upinania papierów, które leżą wszędzie bo nie mam na to czasu. Teraz jeszcze oczywiście jestem wrogiem nr 1 szefowej i księgowej bo śmiałam się odezwać i wyrazić swoje niezadowolenie...a jeszcze żeby było "zabawnie" to wszystko będzie działać od 1.04 a one mają przyjść do pracy dopiero po 15.03 a nie od 1.03 jak było mówione, żeby zapoznać się z programem, przepisami....nie wiem jak ona sobie wyobraża, że całkiem nowe osoby przyjmą 1000 wniosków i drugie tyle wydadzą decyzji w ciągu 3 miesięcy...no ja aż tak optymistycznie do tego nie podchodzę, może roztaczam zbyt czarne wizje ale tak już mam...Wiem już jak później będzie chodzenie i mówienie a może pani mogłaby....nie nie nie dość wyzyskiwania i wyręczania. Od poniedziałku gęsta atmosfera w pracy i nerwy w strzępkach.

Co do szkoły rodziców to zapisuję się jutro bo w poniedziałek nie było tej babeczki. Wiem, że zajęcia są raz w miesiącu w soboty i w sumie tyle, jutro dowiem się kiedy pierwsze zajęcia. Mam nadzieję, że ta szkoła pozwoli mi bardziej zrozumieć potrzeby i problemy mojego dziecka, wskaże mi również drogę jak powinnam postępować w danych sytuacjach.
Bardzo liczę, że tam uzyskam wsparcie. Od jakiegoś czasu jestem osobą bardzo bardzo skrytą, trudno mi się otworzyć nawet przed najbliższymi...
Tu jakoś łatwiej wywalić mi kawę na ławę..

poniedziałek, 15 lutego 2016

Chmury na dworzu chmury w sercu

Chciałam zarzucić już pisanie tutaj ale nie mogę, ostatnio sobie nie radzę, czuję się pokonana w każdej sferze. 
Przerosło mnie przede wszystkim bycie matką...nie radzę sobie z córką, nie radzę sobie z brakiem cierpliwości, nie radzę sobie z nerwami. Moja codzienność wygląda tak jak codzienność pewnie wielu innych kobiet ale ja poprostu już nie daję rady, padam na pysk ze zmęczenia fizycznego i psychicznego...
W tej chwili na terapie jeździmy dwa - trzy razy w tygodniu to tylko 30km w jedną stronę ale w sumie 2 godziny czasu nam ucieka, wracamy do domu koło 19 a gdzie czas na zabawę, na dom, na ugotowanie obiadu na najbliższe dni, a gdzie chwila oddechu dla siebie...nie ma...
Młoda fajnie na terapii współpracuje, są już widoczne efekty ale w domu to jest istne diabelstwo ostatnio. Zaczął się jakiś bunt, złość, wymuszanie...nie mam siły na tłumaczenie, proszenie, moja cierpliwość jest już na wyczerpaniu, nie wiem jak długo wytrzymam.
Tak jak początkowo chwaliłam się, że nie mam większych trudności z małą tak teraz mam i to wcale nie mało. Są dni kiedy mam ochotę trzasnąć drzwiami i nie wrócić już nigdy, w pracy też nie jest wesoło ale czasem mam ochotę zostać tu na noc aby tylko nie wracać do domu.
Takiej chandry chyba jeszcze nigdy nie miałam ale teraz ...nie wiem różne myśli chodzą mi po głowie.
Teraz jestem...jak długo nie wiem.

wtorek, 19 stycznia 2016

Nie ma jak dziecko

Już dawno nie pisałam bo oczywiście nie mam czasu, doba musiałaby mieć chyba jeszcze raz tyle godzin dla mnie. Młoda pragnie kontaktu ze mną, jak wracam to nie dostępuje mnie na krok a tu trzeba jeszcze posprzątać, obiad ugotować. Masakra, ja też czuję niedosyt, jestem wściekła na to ze nie stać nas na to abym mogła zrezygnować z pracy i zostać z nią w domu. Staram się poświęcać jak najwięcej czasu ale to jest mało ona chce jeszcze i jeszcze. W połowie dnia każe babci do mnie dzwonić i powiedzieć ze mam już przyjść do domu, nosi moje kapcie, dresy w które przebieram się po powrocie. Serce mnie boli ale co zrobić. Postępy w terapii są ogromne. Panie nie mogą się jej nachwalić. Umie się już skupić na jednej rzeczy i to trwa nawet 40-50 minut. Coraz chętniej zajmuje się tym co wymaga skupienia, precyzji. Psycholog jest w szoku ze zna bardzo dużo zwierząt i "umie" je narysować. Pomimo takich efektów nie kończymy terapii bo to za szybko, narazie do wakacji chodzimy a później zdecydujemy czy odpuszczamy. Jak tak siedzę na poczekali kiedy czekam na młodą to przyglądam się ludziom. Początkowo przychodziły praktycznie same matki z dziećmi, teraz dla odmiany zazwyczaj są to ojcowie. Siedząc i czekając siłą rzeczy często się rozmawia, albo następuje wymiana grzecznościowych zwrotów. Przyglądam się jednemu facetowi, myślę że jest zaraz po czterdziestce i przychodzi z córką taką gdzieś 11-12 letnią, widać jaki jest szacunek do rodzica, jaka jest miłość między nimi. Zazdroszczę im tego, mam nadzieję że i u nas tak właśnie będzie. Facet dosyć kontaktowy, zresztą chyba mu imponuje że zwrócił uwagę (jeśli tka można nazwać) młodszej babki. Ostatnio zauważyłam, że tak jakby bardziej się szykował na te "spotkania" :) no nic nie ma to jak podryw na dziecko ;)
Ja padnięta marzę tylko o powrocie do domu, nie w głowie mi flirty, ale nie powiem nawet to miłe.
W pracy nic się nie zmieniło, nie mam czasu na nic, jednak postawiłam się i od marca będzie druga osoba bo inaczej się nie da.
Może wtedy będę mogła chociaż w spokoju skorzystać z toalety.
Pozdrawiam Was kochane i obiecuje nadrobię zaległości.

środa, 16 grudnia 2015

Poznaj swoją wartość i zacznij się docieniać

Jestem, żyję, przepraszam Was za ostatni wpis, który mówił wiele w swojej krótkiej treści.
Emocje trochę już opadły, chociaż jakaś zadra w sercu pozostanie. Daliśmy sobie szansę, jesteśmy razem głównie dla małej bo ona ostatnio szaleje na punkcie ojca i wiem, gdybym teraz jej Go zabrała byłoby źle. Ze sobą też więcej rozmawiamy, przebywamy a od kiedy mała u nas jest było to dość rzadkie. Powiedziałam co mnie boli i co musi się zmienić, padły mocne słowa. Widocznie potrzebne były mojemu eM bo chyba nie zdawał sobie sprawy, że swoją obojętnością rozwalił wszystko co było. Czy będzie dobrze nie wiem, wiem jedno że jeśli następnym razem poczuję to co poczuła teraz to wystawiam jego rzeczy za drzwi już bez jakiejkolwiek rozmowy, bo kolejne zapewnienia nie będą miały dla mnie znaczenia.

Od niedawna uczę się tego co w tytule "poznaj swoją wartość i zacznij się doceniać" - to jest bardzo dla mnie trudne, nie wiem z czego to wynika, pewnie z jakiś zaszłości. Faktycznie trochę zaczynam się cenić, nie pozwolę już, żeby ktoś mnie wykorzystywał (nawet jeśli to jest najbliższa rodzina), żeby promował się moją ciężką pracą. 

Chciałam coś jeszcze napisać ale jak to jest zazwyczaj co chwilę ktoś coś potrzebuje i wena już minęła. Pewnie kolejny wpis będzie obszerniejszy.

czwartek, 3 grudnia 2015

Żałuję...

Żałuję, że Cię znałam
Żałuję, że kochałam

teraz właśnie tylko to czuję do mojego "jeszcze" męża...

wtorek, 24 listopada 2015

Jestem ale jakby mnie nie było

Jestem ale czasami jakby mnie nie było. Bardzo dawno nie pisała, chociaż kilka razy już mocno się za to zabierałam. Czas tym razem nie jest moim sprzymierzeńcem i ucieka mi dosłownie przez palce. W pracy dalej urwanie kapelusza, a w domu jak to w domu zawsze jest coś do zrobienia, poza tym chcę poświęcić Młodej jak najwięcej czasu, ponieważ ona go łaknie, łaknie kontaktu ze mną bardzo mocno, widzę to i czuję.
Ostatnio była chora, miała anginę. Gorączka okropna, nie spadała nam przez prawie 4 doby. Nocki przedrzemane na pół siedząco, ręce wyciągnięte do podłogi ale choroba pokonana i Młoda po dwóch tygodniach przerwy wróciła do przedszkola, ile pochodzi nie wiem, mam nadzieję że jak najdłużej.
Wczoraj przedszkolaki miały pasowanie, nas niestety ominęło bo wczoraj akurat mieliśmy podwójne zajęcia z integracji gdzie przez chorobę też nie byliśmy dwa tygodnie. Nie wiedziałam co zrobić, szkoda było mi i opuścić pasowani i kolejne zajęcia. zdecydowałam jednak tak a nie inaczej, młoda wyszalała się na zajęciach za wszystkie czasy. Babka od SI była wczoraj bardzo zadowolona, widzi postępy, młoda jest odważniejsza, pozawala na większa ingerencję w dotykanie swojego ciała. Niestety mamy jeszcze spory kłopot z czuciem głębokim. Mamy zastanowić się nad kupnem szczoteczki elektrycznej i gryzaka, który można powiesić na szyi aby miała zawsze przy sobie, bo bierze do buzi wszystko co spotka na swojej drodze. Pani logopeda też bardzo zadowolona, młoda pomimo swojego opóźnienia jest bardzo mądra, ma szalenie duży zasób słów, czym po raz kolejny zadziwiła swoją panią. Ja też widzę sporą zmianę, ponieważ kiedy jest powiedziane, że idziemy na zakupy to młoda cały czas idzie za rękę, w sklepie jest spokój, tu akurat nigdy nie wyprawiała "cyrków". Spacery też są spokojniejsze, oczywiście biega, skacze ale tam gdzie można. Nie wiem czy to zasługa przedszkola czy terapii, pewnie trochę i jednego i drugiego, najważniejsze że są widoczne efekty.
A ja cóż chodzę na pół przytomna, ale jeszcze trochę, na początku grudnia wezmę sobie kilka dni wolnego bo inaczej chyba padnę, czuję że jadę już na resztkach sił. Oczywiście jakby tego było mało padła nam samochód a jest on niezbędny aby jeździć z młodą dwa razy w tygodniu na terapię. Wczoraj byliśmy z sąsiadem, młoda lubi "dziadka" i nic jej nie przeszkadza że jedziemy innym samochodem, ale mi jest głupio, że muszę go fatygować chociaż on zawodowy kierowca teraz na emeryturze szuka tylko okazji aby gdzieś dalej się przejechać bo nie może usiedzieć w domu. W piątek oddajemy samochód do naprawy, ale powoli rozglądamy się za czymś nowszym bo niestety ten jest dość stary i takie awarie będą się częściej zdarzały. 
Chciałam tak wiele napisać, jednak ludzie zaczęli mi przeszkadzać i myśl mi uciekła..dlatego też na dzisiaj kończę. Dziękuję, że jesteście.

piątek, 2 października 2015

Emocje trochę już opadły

Emocje trochę już opadły więc mogę coś sensownego napisać. Na początku bardzo Wam dziękuję za miłe słowa i wsparcie.
No szok odbierając taki telefon był i to wielki...tylko dziwne trochę bo niedawno myślałam sobie o takiej sytuacji i stwierdziłam w duchu, że jednak lepiej byłby aby nie trzeba było takich decyzji podejmować. Minęło trochę czasu i trach...Decyzja zapadła, było ciężko, były łzy, rozważania za i przeciw i jednomyślnie zdecydowaliśmy, że nie możemy przyjąć tego chłopca. Być może za jakiś czas będziemy żałować tej decyzji ale na dzień dzisiejszy innej nie może być, bo nie podołamy zadaniu. Nie chcemy krzywdzić żadnego z dzieci, a niestety przez jakiś czas było by coś kosztem kogoś. Poza tym u M. widać pierwsze efekty terapii i nie mogę tego zaprzepaścić a tak by było bo to zbyt duża rewolucja w jej życiu jak i jej brata. Chłopczyk jest duży i wymaga na już dużo poświęcenia od razu uprzedzam ja się tego nie boję ale niestety trzeba liczyć siły na zamiary, na dzień dzisiejszy fizycznie i finansowo przerasta to nasze możliwości. Także w tej chwili czuję ulgę i smutek. Babeczka z OA była wyrozumiała, nie nakłaniała, nie negowała, dziękowała za rozważną decyzję. Mówiła, że nie mamy się martwić bo mały napewno znajdzie lada chwila nowy dom. Pytała o M. i zapewniła, że w każdej chwili czekają na nas z otwartymi ramionami jeśli zdecydujemy się powiększyć rodzinę. Chcielibyśmy ale kiedy to nastąpi nie wiemy, najpierw musimy jak najwięcej czasu poświęcić M, wtedy zobaczymy.
Teraz pisząc to wszystko czuję, że podjęliśmy dobrą decyzję.
Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim a szczególnie mamie Expresika bo była ze mną w tych trudnych dla mnie chwilach.
Buziaczki dla wszystkich.

środa, 30 września 2015

Zadzwonił po raz drugi

Dzisiaj zaraz po godzinie 10 zadzwonił TEN telefon po raz drugi...nie czekaliśmy na niego, póki co nie staraliśmy się o drugie dziecko. Zadzwonili z informacją, że jest naszej M. brat i czy chcielibyśmy go przyjąć...narazie nie jestem w stanie więcej napisać, moja głowa i tak zaraz eksploduje z natłoku myśli z którymi toczę walkę....dajcie mi chwilę.

piątek, 25 września 2015

Trudne początki

Usiadłam z zamiarem napisania długiego postu i nie wiem od czego zacząć hihi. Może napiszę najpierw co u nas: u nas generalnie dobrze, chociaż były małe przeszkody w formie przeziębień więc byliśmy wyłączeni z przedszkola i terapii. W przedszkolu młoda czuje się jak ryba w wodzie, bardzo chce chodzić niestety odporność na infekcje mała i co chwilę jest przeziębiona. Ja zostawiam ją wtedy w domu 2-3 dni aby nie zarażała innych dzieci, szkoda tylko że inne matki mają gdzieś resztę dzieci i nafaszerują dzieciaka rano i wio do przedszkola, ja wiem że czasami sytuacja nas do tego zmusza ale większości to jednak nasze wygodnictwo. Panie w przedszkolu M. polubiły i co chwila dopytują kiedy przychodzi, grupa się już dosyć związała tylko M. jest tak dużą indywidualnością ale może to i dobrze bo Panie poświęcają jej więcej czasu. Generalnie nie sprawia trudności, jedynie ta jej nadpobudliwość widać, bo przykładowo jak dzieciaczki mają 20 minut siedzieć przy stoliczkach i malować to ona po 10 minutach robi rundę dookoła sali i wraca na miejsce ale nikomu to nie przeszkadza. Z paniami z przedszkola i terapii doszliśmy do wniosku, że zostawiamy M. w przedszkolu bo to dla niej też nauka, terapia i nie ma znaczenia czy będzie chodziła jeden dzień w tygodniu czy dwa. Co do terapii to bardzo podoba jej się integracja sensoryczna, narazie mieliśmy dwa spotkania i za każdym razem młoda nie chciała wychodzić. Babeczka rewelacja spokojna, ale konsekwentna podpowiada nam co robić w domu. Babka z logopedii wydaje się ostra ale M. się jej słucha, na ostatnich zajęciach bardzo ją chwaliła, zdziwiła się że młoda ma tak duży zasób słów. Dzisiaj mamy pierwsze spotkanie z psychologiem, najpierw M. była chora a później babeczka. Jestem ciekawa co powie na zachowanie M. Ja jestem zadowolona i bardzo bardzo zmęczona. W pracy zawalona robotą, w domu tez zawsze coś do zrobienia, dwa razy w tygodniu muszę zrywać się z roboty i gnać na terapię, do domu zjeżdżamy wieczorem i już na nic czasu nie ma. Nocki bywają różne, raz młoda pięknie śpi, a raz wręcz odwrotnie. Na dodatek co noc wędruje do naszego łóżka. Dla tego teraz czuję się jakby przejechał po mnie czołg (chociaż nie wiem jak to jest :)). Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie. Na dodatek atmosfera w pracy nie jest zbyt fajna więc to moje urywanie się też mi ciąży. W domu niby wiedzą, że jestem zmęczona, mówię o pomocy i faktycznie ona jest ale jeden dzień, dwa a później jest znowu to samo. Na szczęście (chociaż tak nie powinno być) wygarnęłam mojej siostrze to i owo bo co week przyjeżdżali sobie do nas odpocząć i oczywiście ja musiałam po nich sprzątać, ba ugotować obiad i dla nich ale pomocy od nich ani za grosz. Moja cierpliwość w tej kwestii się skończyła i oznajmiłam co mnie boli, obrazili się (chociaż tak naprawdę nie mają za co, bo powiedziałam tylko jak jest) i nie przyjeżdżają, a jak wpadają to na godzinkę, dwie a mogą bo mieszkają zaledwie 30km od nas. Drastyczna metoda ale na nich nic innego nie działa, więc jest jak jest. Traktuje teraz ich tak jak oni mnie traktują od lat, jak śmiecia, jak popychadło - przynajmniej ja to tak odczułam. No to się pożaliłam przy okazji ale było mi to bardzo potrzebne.

środa, 9 września 2015

Jestem sobie przedszkolaczek :)

Przepraszam, że tak długo nie odpowiadałam, ale ostatnio dużo się działo, nie miałam czasu aby przysiąść i napisać coś sensownego.
Rozmowa w gminnym przedszkolu przebiegła pozytywnie, zaraz od następnego dnia zaczęłyśmy chodzić na dni adaptacyjne. Młoda zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, bardzo chętnie poszła do dzieci, bawiła się, nawet nie specjalnie się za mną oglądając. Początkowo chodziliśmy tylko na 3 godziny do końca sierpnia, było mniej dzieci, łatwiej było się przyzwyczaić. Panie są uprzedzone, że M. jest "specyficzna", że żywiołowo reaguje, no i nie usiedzi zbyt długo na tyłku. Panie bardzo dobrze to wszystko przyjęły, kazały się nie martwić, zapoznały się z opinią z PPP i stwierdziły, że ze wszystkim damy sobie radę wspólnie. Drugiego dnia zostawiłam na jakieś 15 minut małą w przedszkolu, dałam jej buziaka i wyszłam. Jak wróciłam bawiła się w najlepsze, nawet mnie nie zauważyła że już jestem. Jako jedna z niewielu nie płakała ani za mną ani za eM bo i on ją odprowadzał. Także naprawdę bardzo sprawnie te dni nam poszły. Niestety jak do bywa w większych skupiskach dzieci, już młoda zdążyła przynieść pierwsze przeziębienie i od czwartku jest w domu. W tym tygodniu już jej nie puszczam bo w piątek zaczynamy terapię logopedyczno - psychologiczną w centrum a w poniedziałek mamy terapię SI i dlatego M narazie będzie chodziła tylko 3 dni w tygodniu do przedszkola, jak się wdroży w terapię to w poniedziałki tez będzie chodziła tylko na krócej, żeby nie była zbyt zmęczona. Dzisiaj właśnie rozmawiałam z panią w przedszkolu, mówi że nie widzi problemu, a jak najbardziej młodej przedszkole w tym wszystkim pomoże, ja też tak uważam, oby tylko zbyt często nie chorowała bo wtedy nici i z terapii i z przedszkola a nie ukrywam, że najbardziej zależy nam na terapii SI i psychologu. W centrum również poszli nam na rękę i mogę z nią jeździć po pracy, tylko w poniedziałki muszę się urywać 1,5 godziny ale to odpracuje przychodząc w poniedziałek nie na 9 a na 7 rano do pracy. Terapeutki przynajmniej przez telefon wydają się bardzo przyjemne, z logopedą już mieliśmy jedno spotkanie, mamy inną Panią niż przed wakacjami ale równie sympatyczną :)
Także może nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Jestem trochę zmęczona bo wszystko robiłam w biegu, przedszkole-praca, praca-przedszkole. M narazie codziennie mówi, że idzie do pracy do dzieci, oby jej ten zapał szybko nie minął.
Dziękuję moi mili za każde miłe słowo w naszym kierunku bardzo to wiele dla nas znaczy. Dziękuję

wtorek, 25 sierpnia 2015

Dzisiaj już na "chłodno"

Dzisiaj chyba już wreszcie mogę napisać na chłodno o tym co się w ostatnim czasie wydarzyło.
Tak jak pisałam zadzwoniła do mnie dyrektorka tego prywatnego przedszkola z tekstem, że "konsultowała przypadek M. i niestety nie może jej przyjąć do siebie ponieważ musiałaby zatrudnić nauczyciela wspomagającego a na to ją nie stać", ja byłam w pracy na dodatek miałam na karku faceta z kontroli, który szukał aby wyszukać jakieś nieprawidłowości i nie mogłam dać ponieść się emocją więc odpowiedziałam tylko "że rozumiem i czy aby napewno" babka potwierdziła i na tym moja rozmowa się skończyła bo inaczej bym jej nawrzucała. Na drugi dzień napisałam do Pani ważnej emeila gdzie grzecznie acz dobitnie napisałam co o tym sądzę, nie powtórzę teraz tak słowo w słowo ale brzmiało mniej więcej tak: "nie wiem z kim konsultowała Pani przypadek M. ale raczej nie ze specjalistą bo inaczej wiedziałaby Pani, że aby starać się o nauczyciela wspomagającego dziecko musi mieć orzeczenie o niepełnosprawności lub orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, M. natomiast ma jedynie opinię z PPP o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju, której to wcale nie miałam obowiązku Pani przedkładać. Chciałam być jednak z Panią szczera, dlatego też postanowiłam powiedzieć o deficytach dziecka a nie jak inni rodzice przemilczeć problem. Szkoda tylko, że nie mogłam liczyć na Pani szczerość, przecież mogłyśmy ustalić,  że dajemy M. czas tygodnia-dwóch i wtedy zdecydujemy czy może zostać w przedszkolu czy nie. Przykro mi, że w całej tej sprawie ucierpiało niewinne dziecko, które już zaczynało się przyzwyczajać do nowej codzienności. Jak widać lepiej wszystkiego nie mówić. Mimo wszystko dziękuję za poświęcony czas." Takiego o to emeila nie omieszkałam wysłać, nie wiem czy dobrze czy nie, ale czułam, że muszę to napisać bo nie lubię nie dokończonych spraw. 
Bardzo mocno dotknęła mnie mimo wszystko ta sprawa, najbardziej to, że wydawałoby się profesjonalista a zachowuje się jak smarkacz. Nie wiem czego się obawiała, pewnie tego że statystyki jej spadną...Po moim emeilu Pani już się nie odezwała, nie dostałam również zwrotu dokumentów ani decyzji odmownej odnośnie przyjęcia M do przedszkola.
Dzisiaj idę pod koniec dnia na rozmowę do samorządowego przedszkola, teraz nauczona doświadczeniem już wiem, żeby wszystkiego nie mówić. Całe szczęście moja mama powiedziała, że jakby co da radę jeszcze M pilnować, więc chwała jej za to, ja jednak chciałbym aby jednak miała już większy kontakt z rówieśnikami.
Taka o to przygoda nas spotkała.

piątek, 21 sierpnia 2015

I sprawa się rypła

Krótko mówiąc nie wiem czy załapiemy się do któregokolwiek przedszkola, ponieważ wczoraj otrzymałam telefon od szefowej tego prywatnego przedszkola, że bardzo jej przykro ale nie może przyjąć M. do siebie. Z takich czy innych powodów, raczej trochę wydumanych, nawet nie potrafiła być ze mną szczera, ale nie dyskutowałam nie miałam na to siły, zresztą jeszcze dziś nie mam.
Zostałam rozłożona na łopatki...nie mam sił jeszcze o tym napisać, może po weekendzie trochę ochłonę to napiszę coś więcej.
Przepraszam

środa, 19 sierpnia 2015

Przygotowań czas - trudny czas

         Już kilka razy zabierałam się do napisania ale jak zaczynałam to nie wiedziałam jak swoje obawy ubrać w słowa.
Jakiś trudniejszy czas mam teraz, wiąże się to z pójściem małej do przedszkola. Niby dostała się do przedszkola samorządowego, które widzę z okna swojej pracy ale po pierwsze jest nieodpieluchowana a dwa coraz gorsze opinie słyszę o wychowawczyniach tam pracujących, no i mają dość ubogą ofertę edukacyjną. Wstępnie jak rozmawiałam z dyrektorką to była mowa o dziecku bez pieluchy no ale nie udało się i nie wiem jak do tego podejdą, nie mogę o tym porozmawiać bo szefowa jest na urlopie, muszę czekać co strasznie mnie wkurza bo babka wraca do pracy dopiero 31.08. Między czasie targana różnymi emocjami odwiedziłam prywatne przedszkole, które działa na podstawie wpisu do ewidencji Szkół i Placówek Niepublicznych, co prawda oddalone jest od naszego miejsca zamieszkania o jakieś 3km, ale grupa tam jest mniejsza bo w tym roku liczyć będzie 18 dzieci, przyjmują dzieci z pieluchą, w razie potrzeby karmią co mnie też interesuje bo młoda nie ma jeszcze idealnej wprawy z jedzeniem i może potrzebować takiej pomocy. Mają lepszą ofertę edukacyjną, prowadzą np. zajęcia metodą Ruchu Rozwijającego Weroniki Sherborne, które mamy zalecone przez PPP więc nie musielibyśmy na nie dojeżdżać 30km tylko zaledwie 3km. Jedynym "ale" nie jest koszt chociaż jest znaczna różnica bo w samorządowym koszt miesięczny oscyluje około 200zł a w prywatnym około 360zł, z tym że tłumaczę sobie jakbym miała dwa razy w tygodniu dojeżdżać na zajęcia z ruchu po 60km to chyba więcej wydam na paliwo. Jednak patrzeć tu należy na dobro dziecka, jej komfort i poczucie bezpieczeństwa. Chciałabym już z nią chodzić na adaptację a tak muszę się wstrzymać bo nie wiem sama na co się zdecydować, być może po powrocie dyrektorki problem sam się rozwiąże bo powie, że jednak z pieluchą nie przyjmują i nie będę miała wyjścia, a tak cały czas jestem rozdarta. Boję się czy młoda szybko się zaaklimatyzuje, jak przeżyje rozłąkę nie ze mną bo ja i tak chodzę do pracy ale rozłąkę z babcią, która jest z nią w domu. Wiem, że każdy musi się zmierzyć z podobnymi problemami, być może robię coś na wyrost ale po prostu się boję i już.
Miłego czytania.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Kto lubi niech wie

Kto lubi sezon grzybowy niech wie, że już pora. Tu na dowód zamieszczam okaz, który został znaleziony przez mojego męża
Ja jeszcze w tym roku nie byłam a bardzo uwielbiam, jednak trochę mi żal kiedy mąż przynosi w koszyku takie wspaniałości. Może odważę zabrać młodą na poszukiwanie grzybów. U nas przez jakiś czas było sporo kleszczy i tak spacery po lesie dość mocno ograniczyliśmy, może czas zacząć poznawać na nowo uroki lasu. Zapraszam na sos grzybowy :)

piątek, 31 lipca 2015

Nocne wędrówki M.

Od kilku dni młoda urządza sobie w nocy spacery. We wtorek  spadła ze swojego łóżka, bo tak się kręciła że wreszcie spadła. Połowa jej ta dolna została na łóżku a od pasa w górę leżała na podłodze i co najśmieszniejsze nawet się nie obudziła (kładę kołdrę na podłogę bo już zdarzało się jej spaść). Wstałam ułożyłam ją na łóżku, przykryłam i było ok. W środę przyszła do nas do łóżka po 1 w nocy, gadała do nas brała nas za ręce i trzymała sobie, gadała do nas, chciała się bawić (nawet miłe to było, chociaż z drugiej strony poczułam wyrzuty sumienia, że może  za mało czasu z nią spędzamy) tyle że trwało to ponad 3 godziny, wreszcie już wkurzona, zmęczona i wogóle ululałam ją po 4 nad ranem. W czwartek budzę się o 24:30 bo czuję, że ktoś na mnie patrzy, podnoszę wzrok i widzę młodą która czeka aż się przesunie i gramoli się do łóżka, dzisiaj żeby tradycji stało się zadość po godzinie 1 w nocy też postanowiła do nas przyjść, tyle że zaraz się ułożyła i spała jak wychodziłam do pracy. Jestem zmęczona tym tygodniem, bo nie dość że kładę się spać dość późno bo raczej sporo po godzinie 23 a nawet bliżej 24 to wstać muszę do pracy już o 5:30, a pogoda raczej "barowa" i mój organizm ma dość duże problemy z wstaniem z łóżka. Mam nadzieję, że te jej wędrówki się skończą i będę mogła przespać ciągiem chociaż 5 godzin, chociaż czuję już niedosyt spania, chyba organizm po dwóch latach spania po 3-4 godziny woła o pomoc. Powodem tych wędrówek najprawdopodobniej jest zaburzenie integracji sensorycznej, babka mówiła nam że dość dużo dzieci ma wtedy problemy ze spaniem, jakby było im szkoda czasu na spanie. 
Jakby chciał mi ktoś podarować wolne 2-3 godziny snu to ja bardzo chętnie w każdej ilości.
Pozdrawiam z bardzo bardzo deszczowego Pomorza :)